Gorzko, gorzko.

Kiedy na drugim teście ciążowym też zobaczyłam dwie kreski, rozbeczałam się.

Brzydko. Głośno. Rozpaczliwie.

Dziecko? Dziecko t u t a j? Ja i dziecko? Dziecko t e r a z?

Wylądowałam na kafelkach podłogi, nie wiedząc nawet kiedy.

Podłogi łazienki w wynajętym mieszkaniu, które ledwo opłacaliśmy, w trakcie ostatniego roku studiów licencjackich. Nie wiedziałam nawet, co zjem jutro na obiad, jaki będzie tytuł mojej pracy ani ile dokładnie dostanę pieniędzy za zlecenia.

Jestem pewna, że jest mnóstwo kobiet, które szaleją z radości na taką wieść. Które czekają na nią latami. Które nigdy jej nie usłyszą. Sama tego chciałam.

Pierwszym uczuciem, z jakiego zdałam sobie sprawę, była narastająca panika.

Próbowałam się uspokoić na przemian z niekontrolowanym wyciem i rwaniem włosów z głowy. Mój mózg produkował tysiąc myśli na sekundę, nie dając rozsądkowi dojść do głosu. W jednej chwili układałam plan porodu, w drugiej rzucałam studia i szłam pracować gdziekolwiek, w trzeciej byłam w drodze do kliniki aborcyjnej.

Tak. Taka już jestem. Rozpatruję każdą możliwość.

Wtedy też aborcja była pierwszą, którą odrzuciłam – jeszcze tam, na tej podłodze w tej łazience. Brudnej, swoją drogą, bo to nie była moja kolej sprzątania.

Znam siebie. Nie potrafiłabym tego zrobić.

Ale ja miałam komfort myśli, że taka możliwość i s t n i e j e.

Ale ja jestem szczęśliwą, w miarę poukładaną kobietą, która miała niesamowitego fuksa w życiu i ma wszystko, czego mogła chcieć.

Ale ja mam wsparcie i pomoc partnera, bez którego na tej podłodze w tej łazience prawdopodobnie bym zemdlała, z emocji, wyczerpania i histerii.

Ale moja ciąża nie była efektem gwałtu.

Ale ja miałam komplet badań i świadomość, że moje dziecko jest tak zdrowe, jak tylko może być.

Tak, decyzja o niepoddaniu się aborcji wynikała z moich przekonań i głęboko zakorzenionego marzenia o posiadaniu dziecka. Jestem w tej uprzywilejowanej pozycji, gdzie niczego mi ani jemu nie brakuje.

Najmniejsza zmiana okoliczności miałaby prawo zaważyć na tej decyzji.

A co dopiero w przypadku tych ekstremalnych?

Brakuje mi słów, gestów, protestów. Nie potrafię zrozumieć, jak fanatyzm może tak zaślepić rzeszę ludzi, by pragnęli odebrać kobiecie prawo do decydowania o sobie, swoim ciele, swoich przekonaniach, pragnieniach, planach, życiu. Ogarnia mnie strach, paraliżujący terror, że nie będę już nigdy miała wolności m y ś l e n i a o tym, co jest dobre dla mnie i mojego dziecka.

Stąd, gdzie teraz jestem, nie sposób mi wyruszyć na którykolwiek z marszów. Jeśli wywieszę czarną flagę czy plakat, zobaczą je tylko dziki i sarny. Łudzę się, że jestem tu bezpieczna, że jeśli kiedyś poronię, to nikt nie znajdzie małego grobu w lesie.

Mam też nadzieję, że w przyszłości nie czeka nas obowiązkowy chrzest dla wszystkich niemowląt – najlepiej jeszcze w łonie matki, żeby gdyby je franca zabiła (przypadkiem lub nie), mogły cieszyć się niebem.

Swoją drogą lepsze to niż urodzić się dziewczynką w takim piekle.

Bardzo gorzko mi jest.

Reklamy

Krótki tekst o szczęściu.

if-moms-not-happy-200

Jest garbate. Jest zezowate. Jest go więcej niż rozumu. Jak się go nie ma w kartach, to się go ma w miłości. Można liczyć na jego łut. Można szukać.

I wszyscy chcą je osiągnąć.

Jakby to był czubek góry, na który wystarczy się wspiąć.

Pytanie „no tak, ale czy jesteś szczęśliwa?” słyszałam niemal na każdym kroku odkąd dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Za każdym razem odpowiadałam tak samo, jak i przed ciążą: „a co mam rozumieć przez bycie szczęśliwą?”. Czytaj dalej

Jak dobrze wykorzystać swoje dziecko

 

DSCN1416Wszyscy to widzieliśmy. Widzieliśmy tych naiwnych, nieświadomych błędów rodziców na wyścigi zmieniających dziecku pieluchy, podających kakałko do łapki jak wypadnie z niej klocek, krok w krok chodzących za maluchem swym by usuwać mu spod nóg kłody i drobinki kurzu. I oni, ci biedni frajerzy, nic a nic z tego nie mieli!

A skoro już ma się dziecko, proszę państwa, to trzeba umieć ten fakt wykorzystać, żeby się nie obudzić z ręką w nocniku (ani w nieuprzątniętym pampersie).
Czytaj dalej